|
Blog > Komentarze do wpisu
Real Madryt, czyli potwór stworzony przez BarcelonęGdy Florentino Perez zostawał prezesem Realu zapewniał, że nie interesuje go ściganie się z Barceloną. Wygranie Gran Derbi, odzyskanie mistrzostwa, czy nawet zwycięstwo w Lidze Mistrzów nie zaspokajało jego ambicji. Perez porwał się na budowę najlepszej drużyny w historii futbolu. Ale gdyby nie Josep Guardiola i jego fantastyczny zespół, pewnie nawet nie dostałby szansy powrotu na Santiago Bernabeu. Ramon Calderon, poprzednik Pereza i jego nieudolny naśladowca, który obiecał, że w białe koszulki Realu ubierze Kakę, Cristiano Ronaldo, Fabegasa i Arjena Robbena, długo prezesował nieniepokojony przez kibiców i media. Już w debiutanckim sezonie zdobył mistrzostwo, rok później sukces powtórzył. Przed jego przyjściem kibice czekali na tytuł cztery lata. Choć Real nie radził sobie w LM, wierzono, że Calderon prowadzi klub w dobrą stronę. W lidze radził sobie świetnie, bo Barcelona Franka Rijkaarda ulegała rozkładowi. Grała brzydko i słabo, a na Camp Nou zajmowano się głównie znalezieniem nowych pracodawców dla niedawnych liderów. Dzielącego treningi na te przed imprezą i po imprezie Ronaldinho, wypychano z klubu przez rok. W drugim mistrzowskim sezonie Realu, Barcelona straciła do niego aż 18 punktów. Wtedy zdarzył się cud, który zmiótł Calderona z Santiago Bernabeu. Barca zaczęła grać pięknie. Mecze z jej udziałem dawały gwarancję show, jakiego w XXI w. kibice nie widzieli. Cały świat czekał na kolejne podania Xaviego, dryblingi Iniesty, rajdy Messiego i gole Eto’o. Od Los Angeles po Pekin oglądano zespół, tworzący akcje, których wcześniej kibice nie potrafili sobie nawet wyobrazić. Każde fantastyczne widowisko wyprodukowane przez Barcelonę, osłabiało Calderona. Real do pięt Katalończykom nie dorastał, a wzorujący się na Perezie prezes znał tylko dwa sposoby na wyjście z kryzysu. Zwolnił trenera Bernda Schustera, a w grudniu wybrał się na zakupy. Miesiąc później, gdy Perez stał u wrót Bernabeu, przygotowany do triumfalnego powrotu, zrezygnował. Kibice Realu na taką odsiecz liczyli. Ich ukochanym klubem znów chciał kierować człowiek, który kilka lat wcześniej nie wpuszczał do szatni piłkarzy bez Złotej Piłki w worku treningowym. Dawał nadzieję, bo spełniał obietnice. Tylko on mógł się przeciwstawić zaliczającej sezon z trzema trofeami Barcelonie. Nowy szef szybko zabrał się do pracy. Milionami euro wydawanymi na piłkarzy wyparł z mediów Katalończyków. Przez trzy miesiące bombardował świat kolejnymi rekordami, Barcelona przebiła się na krótko, gdy wymieniała Samuela Eto’o na Zlatana Ibrahimovicia. Obserwowała rosnącego potwora, tworzonego, by przebić ich sukcesy. Perez doskonale wie, że droga do stworzenia najlepszej drużyny w dziejach prowadzi przez zwycięstwa z Barcą. W niedzielę jego projekt czeka pierwszy poważny test. Choć w Madrycie udało się zebrać piłkarzy dających nadzieje na większe sukcesy i widowiska jeszcze doskonalsze niż barcelońskie, przez trzy miesiące Real nie wyprodukował meczu wielkiego, w dodatku stracił szanse na Puchar Hiszpanii. Do triumfu swojego projektu Perez potrzebuje jednak nie tylko worka trofeów i zwycięstw z Barcą. Obiecał także kibicom, że jego zespół będzie grał pięknie. Lepszego momentu na pierwsze show z jego snów, niż niedzielne spotkanie na Camp Nou nie można sobie wyobrazić.
piątek, 27 listopada 2009, michal.szadkowski
TrackBack
Komentarze
2009/11/27 10:26:53
No trochę uproszczono tutaj kwestię rezygnacji Calderona - gdyby nie jego przekręty to doprezesowałby do końca kadencji. Tak samo nie zgodzę się że Real był silny słabością Barcelony - przecież pierwsze mistrzostwo Realu pod wodzą Shustera było efektem rekordowej (do czasu Barcy Pepa) liczby punktów. Ale kolejny sezon to już faktycznie - Real był tylko ciut lepszy od dołujących wtedy Barcy, Valencii i Sevilli.
A w sobotę? To Grand Derbi - tu zawodnicy spinają się podwójnie - na powtórkę z 2:6 bym nie liczył, jako kibic Realu wierzę w zwycięstwo ale wiem że będzie niesamowicie trudne. 2009/11/27 12:41:21
świetny wpis, Realowi do Barcy niestety jeszcze dużo brakuje. Nie zgadzam się jednak z tym, że Perez sprowadził piłkarzy, którzy będą w stanie stworzyć lepszy show niż Barca, bo czy Real ma takich piłkarzy jak Messi, Iniesta, Xavi, którzy są szkieletem drużyny? Nie! Real ma CR9 i Kakę do których wędruje piłka i reszta drużyny modli się aby Ci dwaj wielcy piłkarze coś wyczarowali. W Barcelonie mimo, że grają najlepsi grajkowie świata tworzą oni zespół, w Realu o prawdziwym zespole- rodzinie nie ma mowy. www.onlyfootball.com.pl- zapraszam ;)
2009/11/27 13:11:04
@janek_2498 troszkę obiektywizmu by się przydało, real gra słabo nie dlatego że się modlą o przejaw geniuszu 2 piłkarzy, tylko dlatego, że od czasów Capello nikt im nie potrafił wpoić jakiś założeń taktycznych i stylu, jedynie Ramos, ale on im kazał nie tracić bramek...
@tomash33 z tymi mistrzostwami coś pomieszałeś, Shuster zdobył 1 mistrzostwo, a to drugie o którym piszesz to rok wcześniej pod wodzą Capello 2009/11/27 15:35:31
Czemu Anna Kłodzińska pisze ostatnio tylko o Realu. Jest przecież do cholery innych klubów, można się więc wykazywać swoją ignorancją odnośnie np. RoPS Rovaniemi.
2009/11/27 19:54:03
To nie "potwór" , lecz raczej "potworek" skonstruowany za absurdalnie duże kredyty przez śmiesznego megalomana.
|
|
Z całym szacunkiem - którego mam wiele do 'Los Blancos' - to jednak jeszcze nie jest ten poziom co Barca. Mimo że próbowałem użyć narzędzi przygotowanych przez 'Marce' przed Gran Derbi i wybrać idealną '11' z obu drużyn, nie jest to chyba obiektywnie możliwe. Piłkarsko te kluby stoją na identycznym, ponadziemskim poziomie, ale Barca ma 'to coś'. Jakiś chicagowski team spirit, jakiś jordanowski 'leadership' plus szaleństwo z raegge na lodzie i powtarzalność Małysza z ery 'dwóch dobrych skoków'. Real po prostu gra, a nad Barceloną unosi się coś więcej niż aura futbolu.
Czego niestety jako kibic Interu doświadczyłem we wtorek...
Czapki z głów przed CR9, szacunek dla Raula, podziw dla Casillasa ale...jednak Barca.