Some people think football is a matter of life and death. I assure you, it s much more serious than that. Bill Shankly
Blog > Komentarze do wpisu

Śmieciarz, czarodziej, król Afryki

Gdy jesienią Hervé Renard zostawał trenerem Wybrzeża Kości Słoniowej ostrzegał, że nie jest czarodziejem, ale w niedzielę na stadionie w Malabo wszystko było magiczne. Ta biała koszula, w której nie przegrał 17 meczów Pucharu Narodów Afryki z rzędu, po drodze zdobywając złoto z Zambią i WKS. Karne, które jego piłkarze zaczęli od dwóch pudeł, by pokonać Ghanę 9:8. Bohater Boubacar Barry, przez lata nazywany brzydkim kaczątkiem pokolenia nazywanego przez Iworyjczyków „złotym”, jeszcze zanim cokolwiek wygrało. Renard posadził go na ławce, wpuścił dopiero na finał, bo kontuzję leczył pierwszy bramkarz Sylvain Gbohouo. Barry obronił dwie jedenastki i wykorzystał swoją, dając WKS pierwszy triumf w mistrzostwach kontynentu od 23 lat. Magiczna jest też droga Renarda, który kilka lat temu prowadził firmę sprzątającą i wstawał o trzeciej nad ranem, by opróżniać kosze na śmieci, a z czwartoligowego angielskiego Cambridge United wyleciał po kilku miesiącach, bo nie znał języka.

Niemal na pewno WKS miał w ostatnich dwóch dekadach lepszych i bardziej cenionych w Europie trenerów. Gdy Renard ostatnio sprawdzał się na Starym Kontynencie, spuścił do II ligi Sochaux. W Afryce należy do ścisłej czołówki, częściej od niego PNA wygrywali tylko Charles Gyamfi (Ghana) i Hassan Shehata (Egipt), którzy mają po trzy złote medale. Ale z dwoma reprezentacjami tego trofeum nikt jeszcze nie wygrał.

„Czarodziejem” nazwano go już trzy lata temu, gdy sensacyjnie doprowadził do trofeum outsiderów z Zambii. Wtedy zarządzał piłkarzami nieznanymi w Europie, w najlepszym wypadku występującymi w ligach RPA i Demokratycznej Republiki Konga. Żartował, że w internecie nie ma informacji o jego zawodnikach, bo nikt niczego się po nich nie spodziewa. Wycisnął z nich maksimum, zorganizował, zwłaszcza w defensywie. W fazie pucharowej Zambijczycy nie stracili ani jednego gola.

W WKS pracował w zupełnie innych okolicznościach. W tej szatni trudno nie spotkać zawodnika regularnie występującego w Lidze Mistrzów, a możesz też wpaść na Yaya Touré, czterokrotnie wybieranego na najlepszego piłkarza Afryki, albo na Wilfrieda Bony’ego, za którego Manchester City zapłacił przed chwilą 25 mln funtów. Tylko co z tego, skoro gwiazdom zawsze czegoś brakowało? W ostatniej dekadzie WKS zawsze uchodziło za faworytów PNA, a w najlepszym razie dochodziło do finału, który przegrywało w karnych (2006 i 2012). Zniechęcony Didier Drogba po ostatnim mundialu zakończył karierę w reprezentacji.

Renard też nie okazał się cudotwórcą. Na początku pracy jego piłkarze przegrywali w eliminacjach z Kamerunem (1:4) i DR Kongo (3:4). Kibice przestali wierzyć, że doczekają się triumfu złotego pokolenia, a trener uznał, że jeśli nie zbuduje solidnej defensywy, będą mieli rację. Do roboty zabrał się inaczej niż poprzednicy – oni wybierali drużynę składającą się najlepszych piłkarzy, a on chciał zbudować najlepszą drużynę. 22-letni Wilfried Kanon i dwa lata młodszy Éric Bailly debiutowali w kadrze kilka tygodni temu, na turnieju w Gwinei Równikowej byli już pewnymi punktami obrony. Tu trzeba dodać, że Renard zbudował zespół elastyczny taktycznie, potrafiący grać trójką i czwórką w defensywie. Yaya Touré w kadrze biegał bliżej swojego pola karnego niż w Manchesterze City, by ubezpieczać obronę, w ataku WKS miał wystarczająco dużo bogactwa. Nie da się jednak wytłumaczyć niedzielnego sukcesu wyłącznie solidnością na tyłach, trzy lata temu Iworyjczycy przez cały turniej nie stracili ani jednego gola, a do domu wrócili ze srebrem.

Po niedzielnym triumfie Renard może być pewien, że do sprzątania kubłów na śmieci nie wróci (podobno propozycję złożył mu już Egipt), a czarodziejem pozostanie do końca kariery. - Koniec klątwy! W końcu jesteśmy królami Afryki - cieszył student z Abidżaniu Alexandre, cytowany przez AFP. Bo podobno czarna magia miała z porażkami WKS wiele wspólnego.

Przed PNA w 1992 r. minister sportu wynajął szamanów, którzy poili piłkarzy miksturami, budzili w środku nocy, by odprawić rytuały. - Będziesz wielki jak słoń, jeśli włożysz jego ząb do buta. Rywale nigdy cię nie pokonają - usłyszał bramkarz Alain Gouaméné. Przez cały turniej nie puścił ani jednego gola, w półfinale i finale bronił rzuty karne faworyzowanych Kameruńczyków i Ghańczyków. Po turnieju minister nie wypłacił jednak szamanom nagrody, a ci rzucili na reprezentację klątwę. Przez następne dziesięć lat WKS trzy razy kończyło PNA w pierwszej rundzie. Zdesperowany rząd kupił wybaczenie za 2 tys. dol. i butelkę wódki, piłkarski związek dołożył whisky i krowę. Szamani podobno zdjęli klątwę, ale przełożyło się to tylko na wyniki w eliminacjach mundialu. WKS zadebiutowało na MŚ w 2006 r., od tamtej pory nie opuściło żadnego MŚ.

poniedziałek, 09 lutego 2015, michal.szadkowski

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2015/02/10 13:27:46
Któryś z byłych trenerów Gieksy również zajmował się potem śmieciami. Co prawda ostatnio przekwalifikował się na polityka, ale mają coś trenerzy z tymi wysypiskami ;)
-
2017/08/10 09:09:30
Zapraszam do zabawy w fantasy premier league.
Liga Head to Head: 2076618-493279
-
2017/12/08 08:48:23
Fajny wpis, wciągający ale to sama prawda.
-
2017/12/11 09:12:06
Bardzo fajny wpis. Dobrze się czytało. Czekam z niecierpliwością na kolejne. Pozdrawiam :)