piątek, 20 listopada 2009
Mnóstwo mniej lub bardziej rozsądnych pomysłów pojawiło się po środowym meczu Francja - Irlandia i zagraniu ręką Thierry’ego Henry’ego. Dyskusji o wprowadzeniu powtórek nie śledzę, bo uważam ją za jałową. Nie raz i nie dwa udowodniono, że to rozwiązanie bez wad. Gdyby FIFA zależało na ograniczeniu pomyłek, zainstalowałaby kamery. Innym pomysłom daleko do skuteczności sędziów wyposażonych w kilka dodatkowych par oczu z systemem HD. Graham Poll, były sędzia, a dziś felietonista „Daily Mail” proponuje, by w spornych sytuacjach liczyć na uczciwość piłkarzy. W przypadku irlandzkim arbiter powinien zapytać Henry’ego, czy zagrał ręką. Jeśli Francuz powiedziałby prawdę, gol zostałby uznany. Po meczu i analizie powtórek, FIFA złapałaby go na kłamstwie i zdyskwalifikowała na sześć meczów o punkty. Gdyby Henry potwierdził, że dotknął piłki ręką, gol nie zostałby uznany, a Irlandczycy wykonywaliby rzut wolny. Martin Samuel twierdzi, że wizja straconego mundialu, zmusiłaby Francuza do przyznania się. A gdyby na to samo pytanie odpowiadał w finale mistrzostw świata? Nieszczęśliwy jest też pomysł Henry’ego Wintera z „Daily Telegraph”, który uważa, że Henry powinien zostać zdyskwalifikowany i nie pojechać na mundial. Niby dlaczego Francuza mają obowiązywać inne zasady, niż wszystkich innych piłkarzy? FIFA, UEFA i narodowe federacje od lat nie zauważają problemu boiskowych oszustów. Kary za nurkowanie w meczu z Celtikiem nie dostał Eduardo, w sobotnim meczu Liverpoolu będzie mógł zagrać David N’Gog, choć w poprzednim spotkaniu położył się na polu karnym Birmingham. Arbiter podyktował jedenastkę i Liverpool wyrównał. Piłkarskie władze oszustów tolerują, w ich rozumieniu w futbolu wciąż wygrywa się uczciwie. Dziś oszukał Henry, za kilka dni, tygodni, miesięcy oszukają Henry’ego. Przy takiej definicji uczciwości łatwo odrzucać pomysł powtórek i rezygnować ze ścigania kanciarzy.
środa, 18 listopada 2009
Żałuję, że na mundialu zabraknie Rosjan i Guusa Hiddinka. Ale wyobrażam sobie, co dzieje się teraz w Mariborze. Hymn reprezentacji Matjaza Keka słychać nawet na szczycie skoczni w Planicy.
poniedziałek, 16 listopada 2009
Hiszpańska „Marca” przygotowała prawdopodobny podział na koszyki przed losowaniem grup mundialu w RPA. Prawdopodobny, bo przed zaplanowanym na 4 grudnia losowaniem odbędzie się kongres FIFA, na którym Sepp Blatter może przewrócić zasady do góry nogami. Hiszpanie opierali się na regułach, które przyjęto przed losowaniem grup MŚ w Niemczech (plus minus, bo, w 2005 r. stworzono koszyk dodatkowy, w którym znalazła się Serbia i Czarnogóra, by zapobiec trzem europejskim zespołom w grupie). W pierwszym koszyku umieszczono najlepsze reprezentacje według współczynnika wyliczonego na podstawie rankingu FIFA i punktów zdobytych w dwóch ostatnich mundialach. Do drugiego wpakowano pozostałe drużyny z Europy, w trzecim umieszczono zespoły z Afryki i Ameryki Południowej, a w czwartym z Azji i strefy CONCACAF. Dziennikarze „Marki” założyli, że baraże wygrają faworyci. Jeśli na mundial pojadą Bośnia i Hercegowina, Słowenia, Ukraina i Algieria zastąpią rywali w koszykach. Jeśli Irlandii udałoby się pokonać Francję, do pierwszego koszyka awansują Holendrzy, a Irlandia wyląduje w drugim. Zwycięstwo Kostaryki z Urugwajem rozbija wyliczenia Hiszpanów w drzazgi. Grupa śmierci: Drużyna z pierwszego koszyka poza RPA – Holandia – Ghana albo Wybrzeże Kości Słoniowej – Meksyk albo USA Grupa marzeń (np. słowackich): RPA – Słowacja – Chile – Nowa Zelandia albo Korea Północna
sobota, 14 listopada 2009
Franciszek Smuda mówił po meczu z Rumunią, że zapamięta z niego tylko fatalną murawę. Trener tłumaczył swoich piłkarzy, ale przyznał też, że czeka go dużo pracy. Sobotnie spotkanie nie rozwiązało żadnego z jego problemów. Tomasz Kuszczak bronił dobrze, ale w jednej z ostatnich akcji przepuścił piłkę pod brzuchem. Mało brakowało, by po tym błędzie Rumuni strzelili drugiego gola. Bocznych obrońców – Kowalczyka i Brożka na razie stać tylko na przebłyski. W sumie dobrze zagrali 20 minut. Zbawcą defensywy nie okazał się niepewny Adam Kokoszka, wpadki zdarzały się Żewłakowowi (przy, którym dochodzą problemy biologiczne). Kolejne słabe występy w kadrze zaliczyli Dudka i Błaszczykowski. Ten ostatni – typowany na lidera drużyny - dobrego spotkania nie wyczarował od roku, gdy zdobył bramkę i asystował przy trafieniu Pawła Brożka w meczu z Czechami. Jakiś czas temu okazało się, że najbardziej utalentowany polski piłkarz ostatnich lat, goli reprezentacji nie da (w 27 meczach uciułał 2). Dziś skrzydłowego Borussi nie stać na asysty, dośrodkowania, rajdy i dryblingi. Poprawne występy zaliczyli Jeleń i Lewandowski. Wyróżnił się Obraniak, wciąż uczący się gry w reprezentacji Polski. Smuda musi w końcu mu znaleźć miejsce na boisku. Najlepszy u Polaków Kosowski dwa miesiące po Euro 2012 skończy 35 lat. Na razie rywali na lewej pomocy wyprzedza o kilometry. Ale choć w meczu z Rumunią niewiele mogło się podobać, prawdopodobnie kilku piłkarzy z pierwszej jedenastki zagra także w meczu otwarcia Euro 2012. U Austriaków i Szwajcarów od początku przygotowań do pierwszego spotkania na Euro 2008 w wyjściowym składzie przetrwało po pięciu zawodników. U Niemców, szykujących się na mundial 2006, czterech. Biorąc pod uwagę jak niewielu w Polsce rodzi się piłkarzy zdolnych sprostać grze w reprezentacji, podobnie powinno być z kadrą Smudy. Jak wam się wydaje, którzy gracze z wyjściowego składu na sobotni mecz zaczną pierwsze spotkanie Euro 2012? (można głosować na dowolną liczbę piłkarzy)
piątek, 13 listopada 2009
Pod koniec XX w Benfica Lizbona przynosiła prawie 2 mln euro strat miesięcznie. Klub nie płacił pracownikom i błagał banki o kredyty, by uniknąć bankructwa. Straty przynosiła nie tylko drużyna piłkarska, ale także sekcja pływacka, kolarska, koszykarska, siatkarska, wędkarska i inne. Za reorganizację zabrał się prezes Joao Vale de Azevedo (w maju został skazany na 11 lat więzienia za fałszowanie dokumentów i malwersacje przy transferze rosyjskiego bramkarza Siergieja Owczinnikowa). Portugalczyk podzielił klub na spółki córki. Każda ma swój budżet, zarząd i sponsorów. Robotę Azevedo kontynuował Manuel Vilarinho, który wybudował nowe Estadio da Luz i centrum treningowe. W 2003 r. zrezygnował i poparł dyrektora sportowego Luísa Filipe Vieirę. Vieira wiedział, że nie zbuduje potężnego klubu korzystając z wzorów angielskich. W Premier League praw telewizyjnych stanowią nawet 42 procent wpływów. Benfica mogła liczyć na 10 procent. Dlatego wymyślił akcję „Kit Sócio” zachęcającą do zapisywania się do klubu kibica. Gdy zaczynał, składki płaciło 95 tys. fanów. We wrześniu było już ich 200 tys. Tylu kibiców nie dorobił się żaden klub na świecie. W Realu składki opłaca 92 tys. fanów. Vieira uruchomił klubową telewizję, w całej Portugalii zaczął otwierać sklepiki „Loja do Benfica”. Według działaczy z Lizbony, tylko 3-4 kluby w Europie zarabiają na sprzedaży pamiątek więcej od Benfiki. Dyrektorem sportowym Vieira mianował uwielbianego przez kibiców Rui Costę. Legenda klubu zajęła się transferami i skautingiem i szkółką. W Benfice kopania piłki uczy się dziś Gruzin, Rosjanin i Gwinejczyk. Vieirze nie udało się tylko stworzyć wielkiej drużyny. Przez pięć lat siedem razy zmieniał trenerów. Wypróbował myśl holenderską (Ronald Koeman), hiszpańską (Jose Antonio Camacho i Quique Sánchez Flores) i włoską (Giovanni Trapattoni). Nie zawiodła tylko ostatnia, w 2005 r. Benfica po jedenastu latach odzyskała mistrzostwo. Ale Trapattoni zrezygnował i na kolejne czeka do dziś. W poprzednim sezonie zespół prowadził Flores. Zwolniono go, bo zajął dopiero trzecie miejsce w lidze. Jego następcą został Jorge Jesus – faworyt Costy. Trener z dwudziestoletnim stażem, ale z sukcesami ograniczającymi się do wygrania Pucharu Intertoto ze Sportingiem Braga i awansem do finału Pucharu Portugalii z Belenenses. Jesus dostał drużynę składającą się z piłkarzy niechcianych (od pogonionych z Realu Javiera Savioli i Javiego Garcii, po Pablo Aimara wyciągniętego z drugoligowej Saragossy) i żółtodziobów (Ramires, di Maria, Keirrison). Dziś w Lizbonie szkoleniowca uwielbiają. Po dziesięciu kolejkach Benfica zajmuje drugie miejsce w lidze i ma tyle samo punktów co prowadząca Braga, prowadzi w grupie Ligi Europejskiej. Evertonowi w dwóch meczach strzeliła siedem goli, nie straciła żadnego, w lidze zdobywa średnio trzy bramki na mecz. Vieira szaleje ze szczęścia, zyski klubowych sklepików wzrosły o 30 procent. A to nie koniec zysków, bo na gwiazdy Benfiki rzuciły się najbogatsze kluby Europy. Manchester City chce zapłacić za Di Marię ponad 30 mln euro, Garcię, wybranego niedawno najlepszym transferem ligi portugalskiej, obserwuje Chelsea. Do pełni szczęścia brakuje Benfice już tylko Ligi Mistrzów. W fazie pucharowej tych rozgrywek nie grała cztery lata. Tylko te rozgrywki mogą spełnić marzenie Rui Costy, który zaczynając pracę obiecywał obudzenie europejskiego giganta.
czwartek, 12 listopada 2009
W przerwie pierwszego meczu z Alcorcon Guti pokłócił się z trenerem Manuelem Pellegrinim. Od tamtej pory mecze Realu ogląda z trybun, hiszpańska prasa twierdzi, że w styczniu zostanie sprzedany. W środę piłkarz spotkał się z Jorge Valdano, prawą ręką Florentino Pereza i usłyszał, że jeśli wróci do formy z początku sezonu, znów zacznie grać. Ale po wywiadzie dla Intereconomía.tv mało prawdopodobne, by Real chciał go zatrzymać. Guti opowiada w nim o:
Cały wywiad w następną niedzielę.
środa, 11 listopada 2009
Jeden z najlepszych angielskich dziennikarzy piłkarskich, Martin Samuel, poświęcił połowę ostatniego felietonu polskiej piłce. Nawet w Anglii zaczynają się zastanawiać, dlaczego Platini nie zauważa, co się dzieje w PZPN. Dostało się także Jerzemu Buzkowi.
poniedziałek, 09 listopada 2009
Wiele bym dał za możliwość obejrzenia Wydziału Szkolenia PZPN przy pracy. Chciałbym usłyszeć o czym tęgie trenerskie głowy dyskutują, co zabiera im tak dużo czasu, że choć od wielu lat słyszą co powinno się zmienić w szkoleniu młodzieży w Polsce, wciąż tkwimy w systemie z lat 70. Dlaczego nie widzą zagrożenia, o którym mówi w dzisiejszej „Gazecie” działacz ekstraklasy, prognozujący hit Legia – Lech bez udziału Polaków. Dlaczego nie trafiają do nich słowa Zbigniewa Bońka, wieszczącego porażkę polskiego zespołu z San Marino. Przepowiednia najlepszego polskiego piłkarza prawdopodobnie się nie spełni. Kluby będą coraz bogatsze i zapewnią sobie najlepszych pracowników, pozwalających nie tylko przejść pierwszą rundę eliminacji Ligi Europejskiej, ale poszaleć w fazie grupowej. Ale do niepolskiego hitu wciąż się zbliżamy. W polskiej lidze kilka zespołów inwestuje w szkolenie. Chwalone są Legia, Lecha, Jagiellonia i Zagłębie Lubin. Załóżmy, że we wszystkich tych klubach kopać piłkę uczy się na poziomie Ajaksu, Barcelony, Partizana i Arsenalu. Co z tego, skoro piłkarzy niszczy zdychający system. Urodzeni w 1995 r. trampkarze Legii w 10. kolejkach stracili jednego gola, strzelili 63. Nie znają smaku meczu z Wisłą, Lechem czy Widzewem. Należą do najlepszych w Polsce, więc trafią do juniorskich reprezentacji, gdzie spotkają się z zaprawionymi w bojach z Creveną Zvezdą piłkarzami Partizana. Przegrają. Nie dają już nawet rady graczom Interu Baku i Simurqa Zaqatala. Nie pojadą na wielkie turnieje, jak mówi odpowiedzialny za szkolenie Anglików Trevor Brooking, kluczowe dla ich rozwoju. – Młodzi piłkarze muszą poznać smak ME czy mundialu. Po pierwsze, żeby wiedzieli jaka ich czeka nagroda za ciężką pracę, po drugie, by oswajać się z atmosferą. Polaków ta lekcja ominie. W pierwszym zetknięciu z poważną piłką przekonają się, że na gola trzeba zapracować. Jeśli komuś uda się zagrać w europejskich pucharach zobaczy, że przeciwnik może szybko biegać. Ten, który trafi do reprezentacji pozna znaczenie słowa „presja”. Coraz bogatsze i ambitne kluby będą wolały zapłacić za pracowników lepiej wykształconych. Z zagranicy. A gdy nadejdzie dzień, w którym jedynym Polakiem na boisku w meczu Lech – Legia będzie sędzia główny Wydział Szkolenia wprowadzi limit obcokrajowców.
niedziela, 08 listopada 2009
Wybryki wiceprezydenta FIFA Jacka Warnera Gary Lineker pisze, kogo kupiłby za 60 milinonami funtów Angel di Maria - chciały go Chelsea i United, pewnie wyląduje w Manchesterze City Fabio Capello tłumaczy dlaczego nie zabierze na mundial Leldleya Kinga
piątek, 06 listopada 2009
Na liście nie ma ani jednego Hiszpana. Rafie Benitezowi (4,5 mln euro) zabrakło niewiele, Josepowi Guardioli (1,5 mln euro) dużo.
|
Ostatnie notki
Zakładki:
Blogi koleżeństwa
Blogi niesportowe
Blogi sportowe
Kontakt
Tu się pracuje
projekt i wykonanie: kate_mac
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||