Some people think football is a matter of life and death. I assure you, it s much more serious than that. Bill Shankly
piątek, 19 marca 2010
czwartek, 18 marca 2010

Gdy zimą Maciej Skorża chciał sprowadzić Siergieja Kriwca, usłyszał od prezesa Wisły, że o transferze musi zdecydować rada nadzorcza. Zbierała się tak długo, że Białorusin zdążył już znaleźć mieszkanie w Poznaniu.

Niedługo później trener poprosił zatrudnionych latem skautów – Edwarda Klejndinsta i Josefa Csaplarai – by przedstawili mu listę napastników, którzy nadają się do Wisły. Wśród wyszukanych znalazł Dawida Nowaka i Carlo Costly’ego z GKS Bełchatów.

Trener Legii Jan Urban ze współpracy z dyrektorem sportowym Mirosławem Trzeciakiem i skautem Markiem Jóźwiakiem zrezygnował jakiś czas temu. Podsuwanych mu piłkarzy odrzucał, bał się wziąć odpowiedzialność za transfery.

Jednocześnie narzekał na zestaw piłkarzy, który sam stworzył. To jego wina, że w Legii brakuje dziś nie tylko umiejętności, ale także charakteru.

Ludzie regularnie obserwujący treningi Legii Warszawa opowiadali mi jak przez trzy lata zmieniło się nastawienie Urbana. W pierwszym sezonie trener Legii starał się być dla piłkarzy partnerem. Na treningach spokojnie tłumaczył, czego od nich wymaga. Ufał, że ma do czynienia z dorosłymi ludźmi, którzy wiedzą, na czym polega ich zawód. Wierzył, że pracuje z ludźmi, którzy piłkarzami są nie tylko w czasie treningów i meczów, ale przez 24 godziny na dobę.

Szybko przekonał się, że w Polsce tak się nie da. Po blisko trzech latach pracy z zaufania do piłkarzy zostało niewiele. Ostatnie treningi Legii to monolog trenera, który narzeka niemal na każde zagranie, z dobrego taty Urban stał się ojcem surowym, któremu nic się nie podoba.

Skorża przez ostatnie miesiące próbował się odnaleźć w klubie, w którym został jedynym człowiekiem znającym się na futbolu.

Obu zwolniono. Wylecieli nie tylko przez własne błędy, tragiczną organizację, ale także przez mentalność polskiego piłkarza. Ich następcy nie dają nadziei na zmianę.

Dziś oba kluby potrzebują fachowca z nazwiskiem. Trenera, któremu właściciele będą mogli przekazać dużą władzę. By dobrał piłkarzy, potrafiących sprostać jego pomysłowi na futbol. By piłkarze mu uwierzyli i ruszyli za nim w ogień.

Kroczek w tym kierunku wykonał Józef Wojciechowski. Kroczek, bo nikt nie wie jakim trenerem jest Jose Bakero. W dodatku właścicielowi Polonii zaufania do Hiszpana starczyło na jeden mecz. Po porażce z Lechem sprowadził mu nadzorcę.

Chodzi o szkoleniowca z doświadczeniem i autorytetem, któremu zaufaliby polscy piłkarze. Gdy Leo Beenhakker zostawał trenerem reprezentacji Polski starsi gracze powiedzieli sobie: „teraz albo nigdy”. Uwierzyli, że holenderski trener może ich doprowadzić do sukcesów, o jakich im się nie śniło. Beenhakker dostał od prezesa Michała Listkiewicza władzę nieograniczoną.

Ta wiara doprowadziła Polskę do Euro 2008. Tylko od właścicieli Wisły i Legii zależy, czy znajdą człowieka, który nie powieli późniejszych beenhakkerowych błędów. Tylko ktoś tak może doprowadzić ich do sukcesów o jakich marzą.

00:46, michal.szadkowski
Link Komentarze (7) »
wtorek, 16 marca 2010

Nie był Zinedinem Zidanem, Luisem Figo czy Erikiem Cantoną. Nie zdobył tylu trofeów co Ryan Giggs. Nigdy nie wywalczył sobie takiej pozycji, jaką teraz ma Cristiano Ronaldo. W futbolu reprezentacyjnym nie osiągnął nic. Ale żaden piłkarz za mojego świadomego życia nie podawał tak dokładnie z kilkudziesięciu metrów jak David Beckham. Nie wierzę, by zdołał dotrwać w kadrze Fabio Capello do Euro 2012, ale biorąc pod uwagę jego charakter, nie sposób tego wykluczyć.

02:38, michal.szadkowski
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 15 marca 2010

David Beckham, Milan, kontuzja, mundial 2010, RPA

David Beckham zerwał ścięgno Achillesa i na boisko wróci najwcześniej za pół roku. To koniec marzeń 35-letniego Anglika o czwartym mundialu. Angielscy dziennikarza zastanawiają się na Twitterze, czy Becks zagra jeszcze kiedyś w piłkę.

Beckham od dawna nie należał do kluczowych piłkarzy reprezentacji Anglii, ale z jakiegoś powodu Fabio Capello chciał go zabrać do RPA. A to nie jest trener, którego interesuje medialność gracza. Gdyby wziął pomocnika Milanu na mundial, to tylko dlatego, że byłby mu potrzebny.

Na epitafium dla wielkiego sportowca przyjdzie jeszcze czas. Na razie zapraszam do archiwalnych tekstów Rafała (tu i tu) i mojego wpisu na blogu.

01:15, michal.szadkowski
Link Komentarze (6) »
piątek, 26 lutego 2010

Wiele różni Polskę od cywilizowanych futbolowo krain. Wyliczanka jest zbędna, każdy kto śledzi najlepsze europejskie ligi od razu różnicę zauważy, ale pewnie już nie wszyscy dostrzegą, że oprócz prawdziwych piłkarzy brakuje nam też ludzi potrafiących o futbolu pięknie opowiadać.

Choć polski kibic został zawalony stacjami telewizyjnymi pokazującymi futbol, nie doczekał się tzw. ekspertów - byłych piłkarzy i trenerów potrafiących o piłce mówić i pisać. Pomagać w pracy komentatorom i dziennikarzom, zauważać rzeczy, których my - zwykli śmiertelnicy - nie jesteśmy w stanie dostrzec.

Zazdroszczę angielskim kibicom futbolowych nauczycieli. Zadających ciekawe pytania, stawiających ciekawe tezy, opowiadających historie, o których wiedzą nieliczni. Tony Cascarino, Jamie Redknapp, Alan Hansen, Gary Lineker ( i wielu innych) sprawiają, że lepiej rozumiemy futbol, zbliżamy się do niedostępnych gwiazd, zaglądamy w umysły trenerów.

Polski kibic musi sobie radzić w futbolowym świecie bez przewodników, lub z przewodnikami wiedzącymi i widzącymi tyle samo co on sam.

Dlatego środowy występ Mirosława Trzeciaka, który współkomentował mecz Ligi Mistrzów Inter - Chelsea jest wyjątkowy.

Po dyrektorze sportowym Legii widać, że interesuje się piłką. Przed meczem nie musiał uczyć się nazwisk piłkarzy, dociekać, czy Cole’ów w Chelsea łączą więzy krwi, sprawdzać jak to się stało, że Mourinho nie siedzi już na ławce londyńczyków. Do zadania doskonale się przygotował, wiedział jakie problemy targają oboma klubami w ostatnich dniach.

Na antenie nie starał się popisywać wiedzą, dawkował ją w doskonałych ilościach, wyjmując z odpowiedniej szufladki informację, gdy akurat wymagała tego sytuacja na boisku. Nie zależało mu na zawłaszczeniu widowiska, nie zrzucił na telewidza wagonu niepotrzebnych statystyk. Milczał nie tylko, gdy zabrakło mu tchu i musiał nabrać powietrza.

Co najważniejsze, dzięki niemu lepiej się mecz oglądało. Trzeciak wyjaśniał ruchy piłkarzy, pomagał w odbiorze widowiska, nie silił się na ciężkostrawne dowcipy i wydumane tezy.

Dlatego tak trudno mi uwierzyć, że człowiek, który tak ładnie o piłce opowiada, tak bardzo nie sprawdza się jako dyrektor sportowy. W Legii Trzeciak radzi sobie gorzej niż źle, wymienienie wszystkich jego błędów zajęłoby więcej miejsca niż ten wpis. Wkrótce napiszemy o tym tekst w „Gazecie”

Słuchając go zamarzyłem, by w ITI dokonano zmiany i przesunięto na stanowisko głównego eksperta nSportu. Dla Legii to żadna strata, za to stacja telewizyjna zyskałaby człowieka, który poprowadziłby kibiców przez fascynujący i skomplikowany futbolowy świat.

15:46, michal.szadkowski
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 08 lutego 2010

Jeszcze przed decydującymi meczami eliminacji mundialu Diego Maradona rzucił dziennikarzom, że nie zrezygnuje z funkcji trenera reprezentacji Argentyny. Zapowiedział za to, że będzie pracował ciężko, jak wariat.

Lenistwa akurat nikt mu nie zarzucał, w jego wypadku zbijanie bąków uznano by za zaletę, ale niezwracający uwagi na porady kogokolwiek Diego zaczął obietnicę spełniać.

Jakby się jego praca z reprezentacją nie skończyła, zostanie zapamiętany z szaleńczego powoływania piłkarzy. Wydaje się w widząc spadającą liczbę swoich fanów, załamanych grą reprezentacji, trener postanowił zapewnić sobie popularność wśród piłkarzy. W ośmiu meczach eliminacji wypuścił ich na boisko 38., ale prawdziwą selekcję zaczął dopiero, gdy jego drużyna wczołgała się na mundial.

Na środowy sparing z Jamajką wysłał powołanie dla 101. piłkarza w czasie 15. miesięcznej kadencji. Biało-błękitne koszulki rozdaje Maradona na prawo i lewo, w ferworze ściągania kolejnych debiutantów nie zważa na nic.

Na spotkanie z Jamajczykami wezwał czterech piłkarzy Estudiantes. Zapomniał, że dzień wcześniej czeka ich mecz w Copa Libertadores. Mały błąd w ogóle go nie zraził, pozwolił piłkarzom zostać w klubie i zastąpił innymi. Uszczęśliwić chciał m.in. Juana Pablo Pereyrę, ale nie zauważył, że kilka dni wcześniej napastnik Atlético Tucumán złamał nos i zamiast odbierać powołanie leżał na stole chirurgicznym.

Zbiór, z którego wybiera Maradona jest jednak nieograniczony. Strata kolejnego piłkarza, oznaczała tylko, że trzeba sięgnąć ciut głębiej. Padło na Claudio Bielera. Jego Racing Club de Avellaneda nie gra w Copa Libertadores, z nosem wszystko w porządku, więc powołanie przyjął. Legendzie odmówić nie sposób, nawet, jeśli kilka miesięcy wcześniej zadeklarowało się, że chętnie przyjmie się obywatelstwo i zagra w reprezentacji Ekwadoru.

Maradona na takie szczegóły nie zwykł zwracać uwagi. Otworzył drzwi do kadry tak szeroko, że chyba tylko przez małą popularność ekstraklasy argentyńskiej koszulki nie przywdział jeszcze Mauro Cantoro.

Esteban Fuertes nie zasłużył na powołanie, gdy grał w Anglii, Francji i Hiszpanii, doczekał się dopiero pod koniec kariery. W maju wystąpił w sparingu z Panamą. Miał ponad 36 lat i został najstarszym debiutantem w historii reprezentacji Argentyny.

Po dziesięciu latach przywrócił selekcjoner do reprezentacji rok młodszego od Fuertesa Martina Palermo. Piłkarz ma nadzieję i szansę, by pojechać na pierwszy mundial.

Wszystkich przebiłby jednak Ariel Ortega, który z selekcjonerem grał na mundialu w USA. 36-letni napastnik dostał powołanie, ale na dwa dni przed zgrupowaniem doznał kontuzji. Były kolega z boiska już sobie o nim nie przypomniał.

Maradona tłumaczy, że musi zobaczyć czy piłkarz podoła grze w kadrze, bo przecież nie każdy potrafi przenieść formę z klubu do reprezentacji. Test trenera doskonale zdał Jonás Gutiérrez z drugoligowego angielskiego Newcastle. Kilka miesięcy temu Maradona obdarował 27-letniego skrzydłowego prawdopodobnie największym komplementem, określając Argentynę zespołem Messiego, Mascherano, Jonasa i ośmiu innych. Gutiérrez niemal na pewno pojedzie do RPA.

Innych, sprawdzonych w futbolu na światowym poziomie, Maradona pomija. Esteban Cambiasso, jeden z najlepszych piłkarzy tłukącego w ostatnich latach rywali w Serie A Interu, zagrał u Maradony kilkanaście minut, w listopadowym sparingu z Hiszpanią. Od września powołania nie dostał Javier Zanetii, od kwietnia Walter Samuel.

Maradona uspokaja, twierdzi, że ma już 60 procent kadry, którą zabierze do RPA. Wymienił tylko Messiego, Verona i Mascherano, prasa dopisała 10 następnych. Nawet, jeśli wybierze 23. najlepiej kopiących piłkę Argentyńczyków, ich talent może nie wystarczyć do uratowania drużyny, która miała jechać na mundial po mistrzostwo świata.

*tytuł pożyczony

22:25, michal.szadkowski
Link Komentarze (6) »
niedziela, 07 lutego 2010

Bardzo ciekawy materiał z angielskiej telewizji.

23:30, michal.szadkowski
Link Komentarze (6) »
wtorek, 26 stycznia 2010

Stacja Sky Sports podała kilka godzin temu, że Fulham zaakceptował wartą ok. 8 mln funtów ofertę Manchesteru United za Chrisa Smallinga. 21-letniego środkowego obrońcę, który w tym sezonie zagrał w drużynie z Craven Cottage osiem meczów.

Dwa lata temu Smalling chciał skończyć karierę. Został właśnie wyrzucony z akademii Millwall, myślał o studiach na uniwersytecie w Loughborough. W wolnym czasie grał w występującym w siódmej lidze Maidstone United i reprezentacji hrabstwa Kent. Dał futbolowi jeszcze jedną szansę. Pojechał na testy do Middlesbrough i Fulham. Zachwycony Hodgson podpisał z nim kontrakt i pozwolił zadebiutować w Premier League.

Smalling szybko trafił do reprezentacji U-20 i U-21 prowadzonej przez Stuarta Pearce’a, który blisko 30 lat przeszedł podobną drogę. Od amatorskiego Wealdstone do Nottingham Forest.

Dziś oprócz Manchesteru zatrudnić chce go Arsenal. Trener Arsene Wenger mówi tak:

It just looks like Manchester United offered more money than us, but as long as the player has not signed anywhere it is not the end of it

16:06, michal.szadkowski
Link Komentarze (2) »
niedziela, 03 stycznia 2010

W sumie na adres: futbol20002009@gazeta.pl przyszło 275 maili. Jeden dotarł grubo po terminie, dwa się powtórzyły, w sumie głosy oddało 272 czytelników. Z ciekawostek: w kategorii polski trener dwa głosy dostał Kazimierz Górski, w kategorii piłkarz dwie osoby zagłosowało na Zbigniewa Bońka. Największym zwycięzcą plebiscytu został Krzysztof Dowhań, który przegrał tylko z Henrykiem Kasperczakiem i Franciszkiem Smudą, a wyprzedził Macieja Skorżę, Pawła Janasa i Jerzego Engela.

ZAGRANICA

Najlepszy piłkarz

1. Zinedine Zidane          75

2. Ronaldinho    44

3. Ryan Giggs     21

Najlepszy trener

1. Alex Ferguson             87

2. Guus Hiddink               45

3. Josep Guardiola          34

Najlepsza drużyna

1. Barcelona 2009            152

2. MU 2008         27

3. Hiszpania 2008             21

Najlepszy mecz

1. Liverpool – Milan 3:3, karne: 3:2, 2005 r., finał Ligi Mistrzów  134

2. Real Madryt – Barcelona 2:6, 2009 r., liga hiszpańska 47

3. Włochy – Niemcy 2:0, półfinał mundialu 2006              16

POLSKA

Najlepszy piłkarz

1. Jerzy Dudek  130

2. Artur Boruc   24

3. Maciej Żurawski          24

Najlepszy trener

1. Franciszek Smuda      87

2. Henryk Kasperczak    79

3. Krzysztof Dowhań      59

Najlepsza drużyna

1. Wisła 2002     191

2. Lech 2008       41

3. Polska 2001   17

Najlepszy mecz

1. Polska – Portugalia 2:1, 2006 r., eliminacje ME              132

2. Schalke– Wisła Kraków 1:4, 2002 r., III runda Pucharu UEFA   67

3. Lech Poznań - Austria Wiedeń 4:2, 2008 r., I runda Pucharu UEFA       26

23:58, michal.szadkowski
Link Komentarze (25) »
piątek, 01 stycznia 2010

Nie doceniłem Was, plebiscytowa skrzynka ugina się od maili. Przeliczyłem dopiero połowę głosów, dlatego ogłoszenie wyników przekładam na niedzielę. Szczęśliwego!

19:50, michal.szadkowski
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 40
projekt i wykonanie: kate_mac