Some people think football is a matter of life and death. I assure you, it s much more serious than that. Bill Shankly

Mundial 2010

sobota, 26 września 2009

Idąc na konferencję, na której Stefan Majewski ogłaszał kadrę na mecze z Czechami i Słowacją nie spodziewałem się cudów.

Oczekiwałem kadry zadaniowej, skleconej na szybko, by wygrać dwa ostatnie mecze eliminacji mistrzostw świata. Misja Majewskiego kończy się 15 października, nie ma mowy o eksperymentach i sprawdzaniu graczy perspektywicznych. Euro 2012 powinno interesować selekcjonera równie mocno jak kandydatura Beneluksu chcącego zorganizować mundial w 2018 r.

Dlatego przyklasnąłbym gdyby trener próbował namówić do powrotu Jacka Bąka i Radosława Sobolewskiego. Obaj na swoich pozycjach wciąż należą do krajowej czołówki. Sobolewski przegrywa tylko z Lewandowskim, a Bąk z Żewłakowem.

Zrozumiałbym nawet ściągnięcie Kamila Kosowskiego. Skoro w Lidze Mistrzów ogrywał obrońców Atletico Madryt, nie widzę powodu dlaczego miałby takich akcji nie powtórzyć w spotkaniu z Czechami. Tym bardziej, że lepszego lewoskrzydłowego Majewski nie znalazł.

Dopuszczałem rozmaite dziwactwa. Dostałem zbieraninę wezwaną bez żadnego pomysłu. Selekcjoner niektórych kadrowiczów od dawna nie widział (Kowalewski, Kokoszka), do innych nawet nie zadzwonił i powołał kontuzjowanych (Janczyk, Kokoszka też leczy uraz). W dodatku nie potrafił wyjaśnić, według jakiego klucza rozesłał powołania, co tylko wzmogło moje podejrzenia, że przy pichceniu tego niestrawnego dnia ktoś mu pomagał. Antoni Piechniczek kilka dni wcześniej mówił mi, że Majewski powoła obronę składającą się z graczy klubów ekstraklasy.

W rezultacie powstała kadra zmniejszająca i tak małe szanse Polaków na awans do baraży.

Mimo to nie rozumiem zjawiska, które opisał Rafał, a udowodnił Supergigant. Większość kibiców nie tylko nie wierzy już w awans na MŚ, ale wręcz liczy na klęski reprezentacji. W supergigantowym sondażu 70 procent czytelników życzy zespołowi jak najgorzej. Autorzy stają po stronie większości, „panicznie bojąc się, że przypadkowe zwycięstwo nad będącymi w kryzysie Czechami albo nad upojoną pierwszym w historii awansem do MŚ Słowacją, może przesłonić prawdę o rzeczywistym stanie polskiej piłki, który wyznacza pucharowe odpadnięcie mistrza Polski z mistrzem Estonii oraz kariery polskich piłkarzy za granicą”

Zupełnie jakby lania od Czechów i Słowaków cokolwiek w polskiej piłce zmieniły. Zupełnie jakby każdy gol strzelany przez Milana Barosza sprawiał, że z PZPN odejdzie jeden szkodnik, a asysty Marka Hamsika przybliżały Polaków do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Niezależnie od wyników dwóch następnych spotkań za pół roku wiceprezesem związku będzie Antoni Piechniczek, dyrektorem sportowym Jerzy Engel, a członkiem zarządu Zbigniew Lach.

Polska piłka od lat leci na pysk, a PZPN się nie zmienia. Przez nieudolność działaczy cierpią kluby, pozbawieni wykształcenia trenerzy i piłkarze. Cierpią kibice. Nieudolnych działaczy nie zmiotły kariery polskich piłkarzy za granicą, porażki z Levadią i spadający poziom ekstraklasy, nie zmiecie ich także klęska reprezentacji.

Jakimś cudem w ostatnich latach ta drużyna broniła się przed chorobą polskiego futbolu. Osiągała wyniki ponad stan, dwa razy zakwalifikowała się na mundial i raz na Euro.

Chciałbym, aby udało się jej awansować raz jeszcze, bo wolę obserwować bezczeszczących trupa polskiej piłki działaczy, czekając na mundial. Nawet jeśli kadrą zarządzaliby Majewski i szepczący mu do ucha Piechniczek. Duet nieszczególny, nawet wśród trenerów z polskim paszportem z łatwością da się znaleźć lepszy.

W najgorszym wypadku reprezentacja wróci z RPA po trzech porażkach, a Majewski zostanie zwolniony, bo znając jego przeszłość piłkarzom odechce się grać w jego drużynie. W najlepszym do zwycięstwa z zespołem pokroju Kostaryki uda się dołożyć wygraną z zespołem podobnym Ekwadorem i wyjść z grupy. Na mundialu polski futbol nie może stracić. A na porażkach z Czechami i Słowacją na pewno nic nie zyska.

Czy Polska awansuje na mundial w RPA? Postaw w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

16:46, michal.szadkowski , Mundial 2010
Link Komentarze (6) »
środa, 16 września 2009

Do PZPN przyszło dziś pięć ofert od trenerów chcących objąć reprezentację Polski. Także od szkoleniowców zagranicznych. Nazwiska ponoć nie powalają, ale jedno zrobiło na prezesie Grzegorzu Lacie tak duże wrażenie, że zapowiedział spotkanie z kandydatem.

To przełom, bo jeszcze kilka dni temu wydawało się, że każda aplikacja, do której nie zostanie dołączone ksero polskiego paszportu wyląduje w koszu. Do ideału nadal wiele jednak brakuje. W idealnym świecie związek powinien poszukać najlepszego szkoleniowca, a nie czekać na oferty od agentów, którzy przeczytali depeszę agencji Reutersa o wyrzuceniu Leo Beenhakkera.

Być może wśród kandydatów, którzy przesłali oferty są prawdziwi fachowcy. Na pewno znajdą się jednak też tacy, którzy biegną z CV na pocztę, gdy kenijski związek zwalnia masażystę drużyny U-15.

Na szukanie trenera zagranicą z własnej woli Lato pewnie się nie zdecyduje. Oddanie reprezentacji Polakowi było jednym z punktów jego programu, gdy kandydował na prezesa. Tego wymaga od niego elektorat, tego mają dopilnować doradcy. Dla siebie.

Antoni Piechniczek i Jerzy Engel nie potrzebują kolejnego mądrali, do którego w drodze z lotniska dotrze, że przybył do kraju, w którym futbol zdycha. Nie chcą użerać się z trenerem, opowiadającym na prawo i lewo do jak bardzo złego stanu doprowadzono polski futbol . Gdzie tu interes polskiej piłki? Tam, gdzie system szkolenia młodzieży. Chodzi o trzy spokojne lata przed Euro 2012. Bez narzekania na szkolenie, umiejętności piłkarzy i poziom ekstraklasy.

Nadzieję na zatrudnienie szkoleniowca z zagranicy dają sponsorzy i szef firmy Sportfive Andrzej Placzyński. Tylko oni są w stanie wpłynąć na Latę, ich naciskami prezes mógłby się tłumaczyć przed elektoratem.

Może determinacji w rozmowach z PZPN dodadzą Kompanii Piwowarskiej, Orange i WBK obrazki z przylotu polskich siatkarzy i wszechobecne reklamy Plusa. Gdyby udało im się przekonać PZPN drużyna Daniela Castellaniego nieświadomie wygrałaby jeszcze jeden bój. Kto wie, czy nie trudniejszy od tego w Izmirze.

Czy Argentyna zakwalifikuje się na mundial? Postaw w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

00:13, michal.szadkowski , Mundial 2010
Link Komentarze (19) »
piątek, 11 września 2009

Leo Beenhakker

FOT. GRZEGORZ CELEJEWSKI / AGENCJA GAZETA

Leo Beenhakker przestał być trenerem reprezentacji. Przez trzy lata pracy Holendra dużo dowiedzieliśmy się o stanie polskiej piłki. I nie tylko.

Tuż po nominacji Leo wśród działaczy i dziennikarzy zawiązał się klub kibica rywali reprezentacji Polski. Podrywających się z foteli, gdy przeciwnik drużyny Beenhakkera strzelił gola, a łapiący się za głowę, gdy trafiał piłkarz w biało-czerwonej koszulce. Stefan Szczepłek z „Rzeczpospolitej” opisywał jak fotoreporterzy jednej z gazet dostali polecenie przywiezienia z Chorzowa zdjęcia załamanego trenera po meczu z Portugalią. Cieszyli się działacze, gdy Polska przegrywała z Kazachstanem w Warszawie, rok temu we Wrocławiu loża vipowska radowała się nawet bardziej niż sektor zajmowany przez kibiców ze Słowenii.

Ale to było mało. Selekcjonera oskarżono o handel piłkarzami. Dziennikarzy wsparł Antoni Piechniczek. Okazało się, że złodziejem w krystalicznie czystej polskiej piłce jest przybłęda z Holandii. Co prawda jeden z byłych selekcjonerów krzyczał do agenta, że wystawi jego piłkarza dopiero gdy dostanie pieniądze, ale wówczas tym faktem się nie zainteresowano. W Leo walono z najcięższego kalibru bez żadnych dowodów. Ba, bez poszlak, historyjkami wyssanymi z palca.

Nie udało się trenera utaplać w błocie i przepędzić natychmiast, postawiono więc obrzydzić go publiczności. Z mrówczą pracowitością i dokładnością potrzebną do pracy z szydełkiem cytowano Beenhakkera co do przecinka. Dziś wiemy już, że dzięki zwolnieniu Holendra polska piłka pozbyła się jedynego człowieka, który używa słowa „kurwa” i innych przekleństw. Innym się to nie zdarza. Z wywiadów wynika, że pozostali wogóle się nie denerwują, a jeśli nawet, z wielkim rumieńcem pozwalają sobie na sformułowanie „motyla noga” lub, w ostateczności „kurza twarz”.

Za czasów Beenhakkera kluczowe znaczenie dla losów polskiej piłki przybrał raport z mistrzostw Europy. Bez tego dokumentu podkopana została niezwykle istotna ciągłość szkoleniowa. W dodatku przedstawiając raport, nie zdający sobie sprawy z ważności papierów Holender, biadolił coś o szkoleniu młodzieży.

Krytykowano go nawet za organizowanie sparingów dla graczy polskiej ligi. Bo takie mecze, „dewaluowały pojęcie reprezentanta Polski”. W krytyce przodował trener, którego nazwisko dziś zaczyna się i kończy na literze „W.” Beenhakkera wezwano też przed sejmową komisję sportu. Kierował nią i domagał się przyjścia Leo były selekcjoner, dziś również z jedną literką w nazwisku.

Leo powinien odejść, bo przegrał eliminacje. Na następnego selekcjonera zza granicy poczekamy wiele lat. Nawet nie dlatego, że dopilnują tego władze PZPN. Każdy kandydat zaopatrzony w doświadczenia Beenhakkera trzy razy się zastanowi zanim wsiądzie do samolotu do Polski. I najprawdopodobniej wybierze miejsce bardziej cywilizowane.

Czy Argentyna zakwalifikuje się na mundial? Postaw w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

00:21, michal.szadkowski , Mundial 2010
Link Komentarze (35) »
wtorek, 08 września 2009

Kilka dni temu pisałem, że reprezentacji udawało się odnosić sukcesiki mimo fatalnego stanu polskiego futbolu. Dziś wygląda na to, że choroba w końcu dosięgła najważniejszą piłkarską drużynę w Polsce.

Zbigniew Boniek twierdzi, że powinniśmy się przyzwyczaić. Od czasu do czasu mistrz Polski polegnie z mistrzem Estonii, a reprezentacja nie da rady wygrać u siebie z Irlandią Północną. I będzie coraz gorzej. Lada chwila mistrzowi Polski przydarzy się porażka z najlepszą drużyną San Marino.

Trudno się z nim nie zgodzić patrząc na kariery polskich piłkarzy w klubach zagranicznych.

Dlatego gdy, Leo Beenhakker, główny winowajca porażki w eliminacjach, zostanie z Polski przepędzony, kolejnemu trenerowi przyjdzie zmierzyć się z zadaniami, którym Holender nie sprostał.

Czekają go poszukiwania lepszego środkowego obrońcy od Żewłakowa, lepszego piłkarza od Krzynówka, lewego obrońcy i zmiennika dla niego. Nie znajdzie. Nie oprze reprezentacji na, pomijanych przez Leo, Wichniarku, Peszce, Małeckim i innych. Nie zrezygnuje z Błaszczykowskiego, Dudki czy Smolarka. Jego kadra od beenhakkerowej będzie różniła się kilkoma nazwiskami. Piłkarzy z numerami 17-20, a nie 7-10 (poza starszymi, z których zrezygnować musi z przyczyn biologicznych).

Być może zmieni się taktyka kadry. Być może zaspokojone zostaną żądze tych, którzy domagają się reprezentacji grającej dwoma napastnikami. A jeśli to nie zda egzaminu, można spróbować upchnąć ich na boisku trzech. Im więcej napastników tym więcej pada goli. Logiczne.

Nowemu szkoleniowcowi przyjdzie się zmierzyć z zadaniami, którymi w cywilizowanych piłkarsko krajach zajmują się trenerzy szkolący piłkarzy z mlecznymi zębami. Przyjęciem piłki, dryblingiem, dokładnymi podaniami i strzałami.

Drwię, bo choć selekcjoner popełnił błędy, nie doczekaliśmy się nad nimi uczciwej dyskusji.

Jak wygląda uczciwa dyskusja? Popatrzcie jak Anglicy przerzucają się argumentami w sprawie Jermaine’a Defoe. Napastnik Tottenhamu w dwóch ostatnich sparingach reprezentacji strzelił dwa gole. Są tacy, którzy uważają, że na mundialu to on powinien partnerować Wayne’owi Rooneyowi. Zwolenników ma jednak także Emile Heskey, niektórzy spróbowaliby wcisnąć do ataku Petera Croucha, jeszcze inni nie wyobrażają sobie kadry bez Michaela Owena. W Polsce Fabio Capello przeczytałby, że nie wystawia Defoe, bo jego asystent Italo Galbiati świetnie się zna z agentem Owena i pije wódkę z ojcem Heskeya. Zły przykład, bo Anglicy prowadzą w grupie i kolejny raz jadą po mistrzostwo świata? Steve McClaren, gdy przegrywał eliminacje Euro 2008 usłyszał wiele. Ale nikt nigdy nie posądził go o nieuczciwość.

Leo dostał w Polsce bardziej w kość niż w Realu Madryt. A dotknęła go podobna choroba co Inakiego Astiza z Legii. Gdy Hiszpan przychodził do Polski, zachwycał dokładnością, techniką i boiskowym rozsądkiem. Wydawał się piłkarzem z innej, lepszej bajki. Dziś, po dwóch latach treningów i meczów w ekstraklasowym towarzystwie, momentami niechlujnością dorównuje kolegom z drużyny. Przez trzy lata w Polsce zmienił się także Leo. Jemu, po pewnym czasie, także zdarzało się zniżać do poziomu kolegów po fachu z PZPN.

Ale wiara, że zwolnienie Holendra poprawi coś w polskim futbolu jest równie prymitywna, jak wystawianie siódmego napastnika w nadziei na zwiększenie szans na zdobycie bramki.

Ot, działacze kogoś zwolnią, a kogoś zatrudnią. I tyle. Kwalifikacje? Bez znaczenia. Sensem zmiany selekcjonera nie będzie poprawa gry reprezentacji, bo dotarliśmy już do momentu, w którym nawet połączone siły Fabio Capello i Jose Mourinho mogą nie zapobiec stracie punktów z Irlandią Północną. Sensem zmiany będzie zmiana. I odwrócenie choć na chwilę uwagi od własnej nieudolności, przez którą polscy piłkarze siedzą na ławkach w klubach zagranicznych, a kluby w sierpniu odpadają z europejskich pucharów. I tak bez końca, aż do porażki z San Marino...  

Czy Polska pokona Słowenię? Postaw w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

01:18, michal.szadkowski , Mundial 2010
Link Komentarze (102) »
sobota, 05 września 2009
piątek, 04 września 2009

W sobotę Polska zagra pierwszy z czterech meczów o wszystko w eliminacjach mistrzostw świata. Awans na mundial dać mogą zwycięstwa z Irlandią Północną, Słowenią i Słowacją oraz remis z Czechami. Niewiele. Czesi przechodzą kryzys, a reszta to co najwyżej europejscy średniacy.

Ale też awans reprezentacji na mundial, byłby wynikiem ponad stan.

Gdyby jej siłę mierzyć osiągnięciami polskich piłkarzy w klubach zagranicznych, szczytem możliwości byłaby walka o trzecie miejsce w grupie.

O niczym więcej nie można by marzyć gdyby o jej klasie świadczyła siła klubów i ich postawa w europejskich pucharach.

Gdyby wziąć pod uwagę system szkolenia okazałoby się, że jak równy z równym walczyć możemy tylko z Andorą i San Marino.

Wreszcie, jeśli chodzi o organizację i zarządzanie futbolem, prawdopodobnie nikomu nie dalibyśmy rady.

Na tym tle reprezentacja od lat osiąga wyniki wybitne. Jest jak drzewo wyrosłe na wysypisku. Daje kibicom złudzenia.
Polski futbol na pewno nie zasługuje na miejsce wśród 32 najlepszych na świecie lub 16 Europy. Jego codzienność, wyznaczaną przez kompromitacje w europejskich pucharach, działalność prokuratury we Wrocławiu, coraz słabszą ligę, produkującą coraz mniej cenionych piłkarzy, od lat przerywają jednak wydarzenia bajkowe. Reprezentacji zdarzy się pokonać Portugalię i wyprzedzić ją w grupie. Stać ją na zwycięstwa z Czechami i udział w mistrzostwach Europy i świata.
Niby dlaczego miałoby się nie udać jeszcze raz?

Czy Polska pokona Irlandię Północną? Postaw w bwin.com. Zarejestruj sie i zgarnij bonus!

Kadra ostatniej nadziei
W sobotę Polska zagra pierwszy z czterech meczów o wszystko w eliminacjach mistrzostw świata. Awans na mundial dać mogą zwycięstwa z Irlandią Północną, Słowenią i Słowacją oraz remis z Czechami. Niewiele. Czesi przechodzą kryzys, a reszta to co najwyżej europejscy średniacy.
Ale też awans reprezentacji na mundial, byłby wynikiem ponad stan.
Gdyby jej siłę mierzyć osiągnięciami polskich piłkarzy w klubach zagranicznych, szczytem możliwości byłaby walka o trzecie miejsce w grupie.
O niczym więcej nie można by marzyć gdyby o jej klasie świadczyła siła klubów i ich postawa w europejskich pucharach.
Gdyby wziąć pod uwagę system szkolenia okazałoby się, że jak równy z równym walczyć możemy tylko z Andorą i San Marino.
Wreszcie, jeśli chodzi o organizację i zarządzanie futbolem, prawdopodobnie nikomu nie dalibyśmy rady.
Na tym tle reprezentacja od lat osiąga wyniki wybitne. Jest jak drzewo wyrosłe na wysypisku. Daje kibicom złudzenia.
Polski futbol na pewno nie zasługuje na miejsce wśród 32 najlepszych na świecie lub 16 Europy. Jego codzienność, wyznaczaną przez kompromitacje w europejskich pucharach, działalność prokuratury we Wrocławiu, coraz słabszą ligę, produkującą coraz mniej cenionych piłkarzy, od lat przerywają jednak wydarzenia bajkowe. Reprezentacji zdarzy się pokonać Portugalię i wyprzedzić ją w grupie. Zdarzy się wygrać z Czechami, pojechać na mistrzostwa Europy i świata.
Niby dlaczego miałoby się nie udać jeszcze raz?
19:45, michal.szadkowski , Mundial 2010
Link Komentarze (10) »
środa, 02 września 2009

Fabio Capello

Reprezentacja Anglii jest w światowym futbolu zjawiskiem wyjątkowym. Nie skończy się jeszcze jeden, nieudany dla niej wielki turniej, a dumni Anglicy już zapowiadają, że na następnym, żaden rywal nie da im rady. Zdarza się, że Argentyńczycy nie jadą na mundial po złoto. Zdarza się, że Niemcy marzą tylko, by turniej nie zakończył się kompromitacją. Hiszpanie nawet na ostatnie Euro jechali, by tradycyjnie odpaść w ćwierćfinale. Czasami nawet świadoma swych ułomności Brazylia nie zapowiada przed mundialem mistrzostwa. Anglicy przed najważniejszym reprezentacyjnym turniejem zawsze mówią tylko o zwycięstwie. A od 1966 r. tylko raz zdołali awansować do półfinału.

Kolejną próbę podejmą w RPA. Tym razem swoje szanse opierają na sprowadzeniu trenera-maga, który przez blisko 20 lat kariery nie nauczył się przegrywać. Fabio Capello dostał od kibiców i mediów gigantyczny kredyt zaufania. Nikt nie narzeka nawet na 6 mln funtów pensji Włocha, choć tyle nie zarabia żaden trener w Premier League. Capello mistrzostwa świata nie obiecał, ale zachwyceni trenerem piłkarze przy każdej okazji zapewniają, że z nim uda się na pewno.

W obietnicach przodują przedstawiciele tzw. złotego pokolenia angielskiej piłki, które nie przywiozło z wielkich imprez ani jednego medalu. Dla nich turniej w RPA prawdopodobnie będzie ostatnim mundialem w życiu. Do turnieju w Brazylii w 2014 r. niemal na pewno nie dotrwają David Beckham (39 lat w 2014) i David James (44), mało prawdopodobne, by w komplecie dojechali Rio Ferdinand (36), Frank Lampard (36), Michael Owen (35), John Terry (34), Steven Gerrard (34) czy Ashley Cole (34). Piłkarze, którzy wygrywali Ligę Mistrzów, zajmowali miejsca w czołówce wyborów na najlepszych piłkarzy świata, ale w ostatniej dekadzie na ME i MŚ wypocili tylko trzy ćwierćfinały.

Z Capello świetni piłkarze mają w końcu przywieźć z mundialu medal. Włoch obiecał, że jego drużyna turniej w RPA zakończy najwcześniej na półfinale. Gdyby jeszcze z MŚ nie odpadałoby się po rzutach karnych, a w bramce Capello miał taki wybór jak w pomocy, łatwiej byłoby uwierzyć że mu się uda.

Czy Polska pokona Słowenię? Postaw w bwin.com. Zarejestruj sie i zgarnij bonus!

15:30, michal.szadkowski , Mundial 2010
Link Komentarze (12) »
środa, 12 sierpnia 2009

Leo Beenhakker, Nietykalni, reprezentacja Polski, mundial 2010

Dziś pierwszy i ostatni sprawdzian reprezentacji Polki przed wrześniowymi spotkaniami o wszystko w eliminacjach mistrzostw świata z Irlandią Północną i Słowenią. Rywalem Grecja, 11. zespół rankingu FIFA. Jak napisaliśmy z Robertem Błońskim w zapowiedzi, z tak wysoko notowanym rywalem Polacy nie grali od jesiennego meczu z Czechami i nie zagrają do końca eliminacji.

Przeciwnik silny, ale też pierwszy raz od miesięcy, reprezentacja dojedzie na stadion niemal w najsilniejszym składzie. Pełnym graczy nietykalnych. Gdybyśmy żyli w idealnym świecie, gdyby Leo Beenhakker mógł powołać wszystkich piłkarzy, których chciał, w kadrze na mecz z Grecją znaleźliby się Ireneusz Jeleń, Łukasz Fabiański, Bartosz Bosacki i Jakub Wawrzyniak.

Pierwszego świetnie mogą zastąpić Jakub Błaszczykowski i Robert Lewandowski. Drugiego Artur Boruc, trzeci w kadrze jest rezerwowym. Tylko strata obrońcy Legii może powodować ból głowy selekcjonera, ale trudno nazwać Wawrzyniaka piłkarzem nie do zastąpienia. Z całym szacunkiem dla niego, w ostatnich miesiącach selekcjoner zmagał się z większymi problemami.

Nieobecnych na czerwcowych sparingach z RPA trudno byłoby upchnąć w autobusie. Z Irlandią Północną zagrać nie mogli Paweł Brożek i Rafał Murawski, Kuba Błaszczykowski dopiero wracał po kontuzji. Brak drugiego wymusił wystawienie na środku pomocy Tomasza Bandrowskiego, co skończyło się katastrofą. Kuby zastąpić się nie da.

Pomocnika Borussii zabrakło także w lutowym sparingu z Walią. W ostatnim sprawdzianie w 2008 r. z Irlandią w Dublinie, kadra radziła sobie bez Michała Żewłakowa, Murawskiego i Ebiego Smolarka.

Ostatni raz optymalną jedenastkę Leo wystawił w październikowym meczu z Czechami. Trzy dni później, że Słowacją, musiał już kombinować, jak zastąpić kontuzjowanego Wawrzyniaka. Miesiąc wcześniej, ze Słowenią brakowało Boruca, Dudki i Brożka.

Strata stracie nierówna. O ile w ataku kadry panuje rywalizacja (grać mogą R. Lewandowski, Brożek, Jeleń i Smolarek), o tyle już przy urazie Mariusza Lewandowskiego, Michała Żewłakowa, Rogera czy Kuby, kadra cierpi.

Bez nich, awans na mundial może okazać się celem nieosiągalnym. Na większości pozycji gracza z pierwszej jedenastki od rezerwowego dzieli przepaść. Gdy brakuje jednego nietykalnego, dziurę można załatać. Ale jeśli przed wrześniowymi spotkaniami okaże się, że kilku graczy stanowiących kręgosłup kadry leczy kontuzje, znów przyjdzie nam liczyć na magię stadionu Śląskiego.

Na razie sytuacja jest więcej niż lepsza. Nie dość, że nie brakuje ani jednego piłkarza nie do zastąpienia, przed meczem z Grecją kadra została wzmocniona o jeszcze jednego nietykalnego. Od zdrowia grupy, do której dołączy dziś Ludovic Obraniak zależeć będzie awans na mundial.

Czy Ludovic Obraniak strzeli gola Grekom? Postaw w bwin.com. Zarejestruj sie i zgarnij bonus!

00:51, michal.szadkowski , Mundial 2010
Link Komentarze (3) »
niedziela, 12 lipca 2009

Za rok o tej porze będziemy już wiedzieli kto został mistrzem świata. Wskazywanie dziś najlepszej drużyny planty Ziemia sprowadza się do odpowiedzi na pytanie: która drużyna w najlepszy sposób połączy bohaterów Ligi Mistrzów i najlepszych lig świata.

Mnie najbardziej pociąga wizja wymieniających piłkę Sergio Aguero, Leo Messiego i Carlosa Teveza. Ale fajerwerki zapewnią też przecież oparci na sile Barcelony Hiszpanie, rozproszeni po największych klubach Brazylijczycy i Holendrzy, opromienieni pięcioma finałami LM z rzędu Anglicy, czy obrońcy tytułu Włosi, jedyny obok Anglii i Hiszpanii kraj, który od ostatniego mundialu miał reprezentanta w finale najważniejszych klubowych rozgrywek w Europie.

Istnieje jednak faworyt, którego obserwując europejski futbol dostrzec się nie da, a jednocześnie trudno wykluczyć go z grona drużyn zdolnych wygrać mundial. Przynajmniej na dwa ostatnie turnieje Niemcy wysyłały ekipy, które przed startem sami nazywali najgorszymi w historii. Niegodne reprezentacji z 1974 czy 1990 r. A mimo to z dwóch ostatnich mundiali przywieźli medale za drugie i trzecie miejsce.

Narzekania na 23 wybrańców Joachima Loewa na imprezę w RPA będzie pewnie słychać już za kilka miesięcy. O jego piłkarzy wielkie kluby nie toczą wojen, nie sposób ich znaleźć w notesie Florentino Pereza. Trudno wyobrazić sobie rekord transferowy z udziałem niemieckiego piłkarza.

Rekordy klubów Bundesligi pomijam, bo liga to coraz bardziej prowincjonalna, a wydanie przez Bayern Monachium na Mario Gomeza 30 mln euro śmiało można uznać za rozrzutność lata.

O słabości Niemców najlepiej świadczą coroczne rozgrywki skupiające najlepszych piłkarzy na świecie, czyli Liga Mistrzów. Od 2002 r. w półfinale LM zagrało dwóch Niemców. Michael Ballack i Dietmar Hamann. Od ostatniego występu drużyny Bundesligi w czwórce najlepszych zespołów Europy minęło siedem lat. Od triumfu, osiem.

Gdy cały świat napręża muskuły w rozgrywkach klubowych, reprezentację traktując przez większość czasu jak smutną konieczność, Niemcy zdają się odżywać tylko na mecze eliminacyjne i finały wielkich turniejów. Loew wypożycza piłkarzy klubom, by grali częściej niż raz na miesiąc, ale niemal każdy z nich zdaje sobie sprawę, że przed drzwiami historii mogą stanąć tylko dzięki występom w kadrze.

W ten sposób potoczyła się kariera Lukasa Podolskiego. Na ostatnich MŚ 21-letni Niemiec został wybrany najlepszym młodym piłkarzem turnieju. Wygrał m.in. z rówieśnikiem Cristiano Ronaldo. Na mundial w RPA Podolski pojedzie jako piłkarz, któremu nie powiodło się w Bayernie i musiał wracać do zaściankowego FC Koeln. Ronaldo w trzy lata zdobył Złotą Piłkę i został najdroższym piłkarzem świata.

Paradoksalnie, jego koledzy są dzisiaj bardziej cenieni od Niemców, ale więcej szans na zwycięstwo w MŚ przyznaje się tym drugim. Strach pomyśleć jak będą wyglądały mundiale, gdy czterokrotni mistrzowie świata przestaną na nie wysyłać najgorsze drużyny w historii. 

 Kto wygra mundial w RPA? Postaw już dziś w bwin.com. Zarejestruj sie i zgarnij bonus!

22:32, michal.szadkowski , Mundial 2010
Link Komentarze (6) »
piątek, 19 czerwca 2009

W dzisiejszym wywiadzie dla „Gazety Wyborczej" Grzegorz Lato kolejny raz obiecuje, że następnym trenerem reprezentacji Polski będzie Polak. Zostawmy na chwilę argumentację prezesa PZPN, która ogranicza się do przypomnienia sukcesów kadry z czasów, gdy sam kopał piłkę i pracował z polskimi szkoleniowcami.

Kłopot polega na czymś innym. Lato ogłasza, że przy wyborze przywódcy najważniejszej polskiej drużyny, najpierw zajrzy kandydatowi w paszport, a dopiero potem sprawdzi, jakie ma kwalifikacje.

Trenerem nie zostanie więc najlepszy możliwy kandydat, ale najlepszy z polskim obywatelstwem.

Równie głupia byłaby deklaracja, że niezależnie od wszystkiego następcą Leo Beenhakkera zostanie trener zza granicy. Najlepszym kandydatem może być przecież trener, którego największym sukcesem przez 40 lat pracy był awans do trzeciej ligi w Mozambiku.

Lato zachowuje się jak człowiek, który idzie na bazar i w ciemno zakłada, że kupi polskie truskawki. Nie spojrzy nawet na hiszpańskie czy tureckie. Nie spróbuje, choć mogą być smaczniejsze, a te polskie podgnite.

Związek, ze wsparciem sponsorów, stać na zatrudnienie szkoleniowca zza granicy. Dlaczego prezes nie chce dopuścić do konkursu wszystkich i wybrać najlepszego, na jakiego związek stać? Dlaczego decydować ma narodowość, a nie umiejętności?

Przecież Leo Beenhakker wygrywał z Portugalią nie dzięki swojej holenderskości, nie ona winna porażki z Irlandią Północną. Paweł Janas awansował na mundial nie dlatego, że urodził się w Pabianicach i nie z tego powodu przegrał z Ekwadorem. Wreszcie, Grzegorz Lato nie jest złym prezesem PZPN, bo ma polskie obywatelstwo.

Jego i innych szefów wielkich firm dzieli się, podobnie jak trenerów, na lepszych i gorszych, mądrzejszych lub głupszych. A nie polskich i zagranicznych.

Czy Polska awansuje na mundial w RPA? Postaw w bwin.com. Zarejestruj sie i zgarnij bonus!

01:45, michal.szadkowski , Mundial 2010
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5