W latach 90. Nigeryjczycy dwa razy grali w fazie pucharowej mundialu, zdobyli złote medale Pucharu Narodów Afryki i igrzysk olimpijskich. W tym roku na mistrzostwa kontynentu i turniej do Londynu w ogóle nie pojadą.
Dziennikarze piszą, że futbol wciąż jest traktowany w Nigerii jak religia. Dzieciaki kochają piłkę kopać i oglądać. Na ulicach Abudży nie sposób jednak dostrzec chłopców ubranych w stroje najlepszych krajowych zespołów. Łatwiej spotkać dziecko noszące koszulki Manchesteru United i Chelsea. Popularność rodzimej ligi wyrżnęła o dno, bo punkty zdobywa się w niej dzięki wpływom politycznym i korumpowaniu sędziów. Mało kto potrafi się też połapać, kiedy ich drużyna zacznie sezon i kiedy go skończy; ile drużyn zagra w pierwszej lidze i ile z niej spadnie. Start poprzednich rozgrywek zaplanowano na 25 września 2010 r., a piłkarze wybiegli na boisko dwa miesiące później. Rundę rewanżową zaczęto zgodnie z planem, ale skończono z sześciotygodniowym opóźnieniem. Mistrza wyłaniano rok, bo dyskutowano o regulaminie, bo działacze nie mogli dogadać się z sędziami, bo kilka kolejek przełożono z powodu wyborów.
Młodzi Nigeryjczycy wolą oglądać angielską Premier League. Jeśli jednak zamarzy im się kariera Johna Obiego Mikela czy Petera Odemwingie, napotkają na kłopoty. Blisko 170-milionowy kraj doczekał się tylko jednego trenera z licencją UEFA Pro - Sunday’a Oliseha, byłego piłkarza Borussii Dortmund i Juventusu. O certyfikat Afrykańskiej Federacji Piłkarskiej (CAF) nie postarał się nikt. Kluby nie dbają o kształcenie szkoleniowców, bo brakuje im pieniędzy. W innych krajach dużą częścią budżetów piłkarskich firm są pieniądze ze sprzedaży praw do transmisji telewizyjnych. W Nigerii handlują nimi władze ligi i zyski zatrzymują dla siebie.
Nawet gdyby młody piłkarz chciał trenować sam, nie ma gdzie. W ostatniej dekadzie na budowę boisk FIFA przekazała nigeryjskiemu związkowi 2,5 mln dol. Pieniądze zagarnęli nieuczciwi działacze.
Dzieciaki nie odpuszczają, ale gdy osiągną wiek juniora, czeka ich kolejny zawód. Nigeria jest potęgą w młodzieżowym futbolu - do finału mundialu siedemnastolatków dobijała sześć razy. Więcej niż Brazylia. Siedemnastolatek na powołanie do reprezentacji szanse ma jednak niewielkie, bo działacze mimo badań kości i groźby dyskwalifikacji wciąż nie zrezygnowali z podbijania juniorskich imprez piłkarzami zbliżającymi się do trzydziestki. Tuż przed ostatnimi mistrzostwami Afryki dwudziestolatków trenerzy zrezygnowali z Macksona Ojobo i Gomo Onduku. Oficjalnie z „powodów technicznych”. Według prasy działacze przestraszyli się, że za wysłanie starszych piłkarzy reprezentacja wyleci z turnieju. Prasa wspomina, że w 2007 r. na mistrzostwa świata siedemnastolatków wysłano bramkarza, który trzy lata wcześniej wziął ślub i wychowywał trójkę dzieci. Naprawdę urodził się w 1979 r. Inny tłumaczył dziennikarzom, że w krajowej lidze regularnie występował już jako dwunastolatek.
Uczciwi piłkarze przetrwają, ale później będzie jeszcze trudniej. Na powołanie do seniorskiej reprezentacji nie da się bowiem zapracować tylko świetną grą. Kilka miejsc w kadrze zajmują ulubieńcy działaczy, selekcjoner Lars Lagerbäck opowiadał, że na mundial w RPA wepchnięto mu Yakubu, Danny’ego Shittu i Nwankwo Kanu. Do reprezentacji można się też dostać dzięki łapówkom. Miejsce w kadrze na mistrzostwa świata w 2002 r. trenerzy wycenili na 10 tys. dolarów, za wyjście na boisko w sparingu trzeba zapłacić 500 dol.
Efekt jest taki, że w plebiscycie na najlepszego piłkarza kontynentu Nigeryjczyk ostatni raz wdrapał się na podium siedem lat temu, reprezentacja na zwycięstwo w seniorskich MŚ czeka 13 lat, w 2012 r. zabraknie jej w mistrzostwach kontynentu pierwszy raz od 25 lat. Nazywana „Dream Teamem V” drużyna nie pojedzie też na igrzyskach w Londynie. Przydomek zawdzięcza zespołowi, który w 1996 r. zdobył złoty medal w Atlancie. I to naprawdę był „Dream Team”. Piłkarze Anderlechtu (Babayaro), Ajaksu (Kanu), Sportingu Lizbona (Amunike), Eintrachtu (Okocha) i Monaco (Ikpeba) w półfinale pobili Brazylię (z Ronaldo, Rivaldo, Bebeto i Roberto Carlosem), w finale Argentynę (z Zanettim, Ayalą, Crespo i Simeone). Przed mundialem w 1998 r. „Super Orły” uważano za jedną z najlepszych drużyn na świecie. Co się zmieniło? Prezes związku Alhaji Aminu Maigari, który problemy próbuje rozwiązać tworzeniem antykryzysowych komisji, uważa, że piłkarzom bardziej niż na reprezentacji zależy na klubach. Domaga się od zawodników oddania i patriotyzmu.
Dziennikarze tłumaczą, że 20 lat temu w nigeryjskiej piłce brakowało pieniędzy. Po sukcesach futbol przyciągał ludzi, którzy chcieli na nim wzbogacić. Aż w końcu kurę znoszącą złote jajka zarżnęli.
Będą najsłabszą drużyną na mistrzostwach kontynentu, których - pierwszy raz - są współgospodarzami. Przez ostatnie lata w obawie przed kompromitacją rozdawali paszporty na prawo i lewo, ich trener na pewno dobrej drużyny już nie zbuduje.
- Nasza reprezentacja ma nie tylko grać atrakcyjnie, ale także wygrać Puchar Narodów Afryki. Mamy takie same możliwości jak wszyscy inni - mówił rok temu prezydent Gwinei Równikowej Teodoro Obiang Nguema Mbasogo. Rządzący krajem od 32 lat tyran argumentował, że w 2008 r. kraj organizował kobiece mistrzostwa Afryki i turniej wygrał (sukces był wielki, bo na dziewięć edycji w ośmiu triumfowały Nigeryjki. Później okazało się, że w reprezentacji Gwinei Równikowej biegają także mężczyźni).
Męska drużyna zajmuje jednak 150. miejsce w rankingu FIFA (18 miejsc za Liechtensteinem), nigdy nie zakwalifikowała się na mistrzostwa kontynentu, o mundialu nie wspominając. Na rozpoczynającym się 21 stycznia PNA Gwinea Równikowa zagra, bo razem z Gabonem, turniej organizuje.
Do sukcesu reprezentację ledwie 500-tysięcznego kraiku miał doprowadzić Henri Michel, który na mundialu w 1986 r. zdobył z Francją brązowy medal, w 2006 r. pojechał na mistrzostwa świata z Wybrzeżem Kości Słoniowej, w klubach i reprezentacjach pracuje od 30 lat. Taką szatnią jak w Gwinei Równikowej nie zarządzał jednak nigdy.
Od połowy poprzedniej dekady działacze z Malabo starają się bowiem poprawić wyniki reprezentacji dzięki naturalizacji piłkarzy, którzy z krajem nie mają nic wspólnego. Na pomysł wpadł Brazylijczyk Antônio Dumas, który zaprosił do reprezentacji pół tuzina rodaków. Dziś obcokrajowców w kadrze Gwinei Równikowej trudno już zliczyć. Czerwoną koszulkę zakładali Ghańczyk, Liberyjczyk, kilku Kameruńczyków i Nigeryjczyków. Obywatelstwo dostał także były piłkarz Legii Mamadou Baldé, który w Warszawie był jeszcze Senegalczykiem. - Wolałbym przegrać trzema golami i grać wśród rodaków niż między piłkarzami z różnych krajów. Jeśli twój bramkarz pochodzi z Brazylii, napastnik z Nigerii, a pomocnik z Kamerunu, to już nie jest reprezentacja, tylko klub - narzekał pomocnik Juvenal Edjogo-Owono.
Michelowi polityka władz także się nie podobała. Bał się o atmosferę w szatni, wolał powoływać zawodników kopiących piłkę w słabych krajowych klubach. Na to jego szefowie - wtrącający się do wszystkiego - nie chcieli się zgodzić. W październiku, po kłótni z synem prezydenta - ówczesnym ministrem sportu - Francuz zrezygnował. Po kilku dniach prezydent odwołał potomka i przekonał szkoleniowca do powrotu.
Wtedy o triumfie na mistrzostwach kontynentu trener już nawet nie marzył. Przed grudniowym losowaniem grup PNA mówił, że niezależnie od rywali, jego zespół będzie outsiderem, wygranie meczu porównał do zdobycia Everestu. - Nikt nie chce pomóc mojej drużynie - powiedział Michel. Narzekał na futbolowych działaczy, którzy wypłacali sobie wysokie premie, ale nie zadbali o silnych przeciwników dla reprezentacji, która w ubiegłym roku mierzyła się m.in. z reprezentacją Bretanii. Gdy kilka dni temu okazało się, że działacze powołali do drużyny piłkarza, którego Michel nie chciał, a zgrupowanie przed PNA zorganizowali w RPA (wcześniej obiecywali, że odbędzie się w Ghanie), Francuz zrezygnował po raz drugi. - Pracowałem w jeszcze gorszych warunkach niż wcześniej, miałem mnóstwo problemów z politykami - tłumaczył 64-letni trener. Nowy minister sportu oskarżył go o sabotaż i brak szacunku.
Selekcjonerem mianowano Gílsona Paulo. Brazylijczyk nigdy nie prowadził reprezentacji, nigdy nie zarządzał drużyną klubową. Jego doświadczenie ogranicza się do szefowania akademii Vasco da Gama. Umowę podpisał we wtorek, w piątek jego drużyna zagra z RPA ostatni sparing przed mistrzostwami kontynentu. Kadrę na turniej musi podać do wtorku.
Zwyczaje panujące w Gwinei Równikowej Paulo poznał szybko, prezydent Teodoro Obiang Nguema Mbasogo na dzień przed sparingiem z RPA, zażądał, by mecz rozpoczął się wcześniej. Przywódca zaprosił na spotkanie - inaugurujące stadion Estadio de Bata - przywódców Czadu i Kamerunu. Gdyby piłkarze skończyli grać późno, obaj nie zdołaliby w piątek wrócić do domów.