Wpisy z tagiem: Real Madryt
niedziela, 10 lipca 2011
Młodzi piłkarze Realu są zdruzgotani. Snują się po klubowym centrum treningowym Valdebebas i próbują zrozumieć, dlaczego trener José Mourinho wydał 10 mln euro na 18-letniego stopera Lens Raphaëla Varane’a, a na rok starszego Neymara chce rzucić 45 milionów euro. Zdaniem juniorów w madryckiej szkółce uczą się piłkarze nie mniej utalentowani. Głębokie Gardło dziennika „Marca” twierdzi, że gdyby Jesé Rodríguez, 18-letni napastnik nazywany „Cristiano z Valdebebas” urodził się w Brazylii, również byłby gwiazdą Santosu. Wychowanków wspierają kibice i dziennikarze. Tu, tu, tu i tu przeczytacie o juniorach Realu, którym „zatrzaśnięto drzwi do pierwszego składu”. Zainteresowanie juniorami wielkich klubów nie jest niczym wyjątkowym, fani Liverpoolu od miesięcy wypatrują w kadrze meczowej Raheema Sterlinga, kibice Manchesteru United martwią się wyskokami Ravela Morrisona, w Milanie wierzą, że na gracza klasy światowej wyrośnie Simone Verdi. W Madrycie wokół żółtodziobów biegają jednak dziennikarze najpoczytniejszych gazet, kibice chcą czytać relacje z meczów Realu Castilla, a piłkarze udzielają pierwszych wywiadów zanim nauczą się samodzielnie wiązać sznurówki. Każdy wydaje się nowym Emilio Butragueño, Míchelem czy Chendo. Tym bardziej gołowąs przypomina klubową legendę, im więcej wychowanków biega w pierwszej jedenastce Barcelony. Rywalizacja szkółek obu klubów to jedna z bitew El Clásico. Katalończycy wyśmiewają madrycki uniwersytet, najgłośniej rechocze Johan Cruyff, ojciec założyciel La Masii. „Królewscy” wytykają rywalom, że w Katalonii wychowuje się piłkarzy grających tylko według nut napisanych przez Cruyffa, a Real szkoli graczy, którzy poradzą sobie wszędzie. Barcelona odpowiada, że absolwenci Valdebebas szukają pracy poza Madrytem, bo na Santiago Bernanebu trenerzy nie dają im szansy. Media i kibice wymagają więc od Mourinho, by jak najczęściej sięgał po piłkarzy wykształconych w Castilli, by ci mogli udowodnić, że w stolicy wychowuje się specjalistów nie gorszych od Xaviego. Portugalski trener wybitnym wychowawcą młodzieży jednak nie jest (jego ambicje pedagogiczne zarżnął Mario Balotelli), poza tym przybył do Madrytu nie po to, by ulepić nowego Raula, ale by dziesiąty raz wygrać z Realem Puchar Europy. W dodatku nawet przychylne „Królewskim” media, przyznają, że organizacyjnie La Masia wyprzedza szkółkę największego rywala o dziesięć lat. W Barcelonie niemowlaki raczkują w systemie 4-3-3, w Madrycie każdy szkoleniowiec ustawia zespół jak chce, a trenerów juniorów zmienia się prawie tak często jak pierwszego zespołu. To nie przypadek, że Arsene Wenger zaprasza do Londynu wychowanków Barcelony, a na zawodników wykutych w Madrycie nie chce spojrzeć. To nie przypadek, że rok temu złoto mistrzostw świata zdobyło trzech wychowanków Realu i dziewięciu Barcelony. Wypominanie poprzednim trenerom, że nie docenili Juana Maty, Borjy, albo Daniela Parejo nie ma sensu, bo żaden z nich do drużyny, która ma rzucić wyzwanie Barcelonie się nie nadaje. Żaden nie miałby miejsca w pierwszej jedenastce Mourinho, prawdopodobnie Portugalczyk wysyłałby ich na boisko równie rzadko, co odkupionego z Getafe absolwenta Valdebebas Estebana Granero. 24-letni pomocnik w wiosennych El Clásico nie zagrał ani minuty. W LM w pierwszej jedenastce zaczął tylko jeden mecz. Mourinho ignoruje krzyki prasy i kibiców, domagających się, by Barcelonę rozgniótł Real pełny chłopaków z przedmieść Madrytu, bo wie, że to niemożliwe. Na Camp Nou zbudowano drużynę wyjątkową, na następnego zdobywcę Pucharu Europy z ośmioma wychowankami w składzie możemy czekać latami. Portugalczyk woli stworzyć zespół, który wielką Barcelonę zdetronizuje. A wtedy to Katalończycy zaczną gonić Real. |
Zakładki:
Blogi koleżeństwa
Blogi niesportowe
Blogi sportowe
Kontakt
Tu się pracuje
Tagi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||